małe niehalo związane z nadmiarem pracy:
praca działa na mnie jak amfa (albo koka, tylko się człowiek tak nie poci). dlatego nadmiar pracy jest niezdrowy. jest godzina za dwadzieścia pierwsza, za sobą mam dwanaście godzin pracy, przed sobą mam długi dzień, a tymczasem jestem rześka jak skowronek. przeglądam rachunki, odpowiadam na emaile i tylko mały myk, muszę wstać za siedem godzin. będzie bolało. jak zasnąć?
audytorzy pogryźli się z księgowością. produkują wredne prośby o raporty o bzdety, księgowość toczy pianę i skarży. nie mam współczucia w sobie, gdyż jestem personelem, od którego niegdyś jaśnie księgowość nie raczyła odbierać telefonu. a moja opinia, proszę księgowości, wpływa jednakowoż na zarząd. a, daj boże, jak rozwinę skrzydła (kra kra), sięgnę centrali wraz z jej derektórstwem grupowym.
ja se mogę poczekać, prosz pana.
kotoju
00:46:24 | skomentuj - (0) | up | down
jest za dwadzieścia dziewiąta, więc wychodzę do domu z pracy, by tu wrócić za jakieś dwanaście godzin.
jak to miło jest ponosić konsekwencje czyjejś niekompetencji.
la la la ja cię chuju urządzę.
kotoju
20:39:04 | skomentuj - (0) | up | down
weekend pracujący. upiekłam też chleb, najlepszy jak dotąd.
mam w sobie jakąś taką rezygnację. chciałabym się położyć w kątku i umrzeć. nic mnie nie cieszy.
kotoju
01:50:05 | skomentuj - (7) | up | down
dupa dupa dupa cycki | 2010-02-05
życie jest chujowe. a zwłaszcza dzisiejszy dzień. w dniu dzisiejszym polubiłam audyt i panią audytor, gdyż wiedzieć o problemie jest zdecydowanie lepiej, niż żyć w błogiej nieświadomości. chujowość dnia dzisiejszego polega na tym, że okazało się, iż ludzie, którzy pobierają od nas comiesięczną opłatę za usługę księgową nie mieszczą się w standardach. ŻADNYCH. skutkiem czego czekamy, z której strony nas kopnie. skutkiem czego nie potrafimy określić, ile tak naprawdę jesteśmy warci. skutkiem czego być może konsekwencje sięgną lat wstecz.
mój szef boi się jedynie, jakie konsekwencje może to mieć w stosunku do jego stosunku pracy. ja jestem wkurwiona, bo ktoś mnie okłamywal przez półtora roku. i nagle tadam, to wyjszło. nakurwiam się także względem siebie, że byłam pełna ufności - jeśli ktoś mówi, że umi, pokazuje listwę ludzi zaświadczających, że umi i przechodzi audyty oraz pozornie fachowo odpowiada na pytania - znakiem tego jest dobry. a tu kurwa zdziwko. i teraz - kłamał, ale gdzie? że przechodził audyty, czy że listwa się nie zgadza?
nie lubię mieć paranoi. dziś się upewniłam też, że pan mi wpierał, że coś jest tak a nie tak na podstawie nieistniejących przepisów. być może jestem kretynem, ale zakładam, że jeśli ktoś podejmuje się czegoś na podstawie umów precyzujących zakres odpowiedzialności i kary za niedopełnienie, to się na tym zna. być może poczyniłam tak zwany mylny błąd.
co z tego wynika? potencjalne zagrożenie finansowe i zagwarantowana ilość dodatkowej roboty. oraz wzmożona uwaga centrali, czego zawsze trzeba się wystrzegać, bo do niczego dobrego nie prowadzi.
kolejny przyczynek do nienawidzenia ludzi. im po prostu nie można ufać.
czeka mnie jakiś czas wracania z pracy jak dzisiaj, kole dwudziestej.
a potem dla uzupełnienia czarownego dnia, stłukłam słój z oliwą przegryzającą się z czuszką, którą dostałam od żony z prikazem: robić lakukaraczę codziennie przez jakiś czas (jaki, to już zapomniałam, ale szło w tygodnie). no i mi się wymsknął na kuchnię i pół pokoju, rozjebując mi stopy odłamkami. poczułam, że czuszka uczciwa była. godzina sprzątania.
a potem dla uzupełnienia czarownego dnia odkryłam, że najprawdopodobniej bojownik zeżarł mi pół krewetki w wylince. krewetka miała prawie dziesięć centymetrów i była moją dumą - nigdy jeszcze nie widziałam takiej spasionej krewetki słodkowodnej w akwariumie. aż tu nagle przychodzę o tej dwudziestej z pracy i widzę, że chyba brakuje jej główki. choć z krewetkami nigdy nic nie wiadomo, skorupka jakaś mętna, odłowiłam, może się mylę. ale chyba nie.
chwała bogu, wino jest. bo chyba bym nie zdzierżyła.
óprzejmie proszę o wybaczenie ludzi, z którymi nie utrzymuję kontaktu, ale nie mam siłki.
kotoju
21:21:32 | skomentuj - (0) | up | down
na basenie ponad pięćdziesięcioletnia pani istruktorka wygina się. też chcę tak w jej wieku.
w pracy audytor męczy męczy męczy. taki audytor to zjawisko pożyteczne, bo uświadamia, ile się pułapek czai, ale od paru dni jestem nieżywa.
konkubent mi mówi "wyjedźmy". czuję przypływ emocji. zwykle to ja ciągnęłam gdzieś, tym razem "wyjedźmy".
o tak.
jeszcze chwilę. niedaleko. nie wydając za dużo, bo wiadomo, się dopiero rozkręcamy, więc zysków żadnych. ale wyjedziemy. o, jak bardzo będziemy wyjechani. zapowiadam.
kotoju
23:31:30 | skomentuj - (8) | up | down
weekend w pracy. dla pocieszenia oglądam zjęcia z polinezji francuskiej.
kotoju
19:40:41 | skomentuj - (0) | up | down
jak ciężko być socjopatą | 2010-01-28
jak pracować, gdy się przywykło do samotności? zbawieniem była dla mnie sesja dwóch (!) podwładnych, gdy musiały się uczyć, a dla mnie znów było całe biuro, królestwo rozpasanego ego, rozpostartego od ściany do ściany.
tak, jestem obecnie bardzo poważną szefową, borykającą się w swoim socjopatycznym mózgu z problemem "moja jedna z pracownic czuje zagrożenie, więc stara się być mi klakierem". boże, co za niezręczna sytuacja. zaczynam wstydzić się, zupełnie, jakbym oglądała show on tv, jakiś teledurniej alboco. przeczekać chyba, nie umiem znaleźć wyjścia innego z sytuacji, którą sama stworzyłam. nie to miałam na myśli, droga redakcjo, celując w sygnalizowanie zalodze, że nie jest niezastąpiona. jakiekolwiek umniejszanie ludzi, których lubię, jest dla mnie stresujące. a tymczasem każda moja uwaga witana jest entuzjazmem. każda moja opinia jest głosem orfickiej wyroczni. what a shit.
a tymczasem fever ray. samotność upragniona osiągana naciągnięciem słuchawek na uszy. nie ma mnie. chardonnay.
kotoju