oj to sobie politycy tą actą w stopę strzelili. i nie będzie kolejnej kadencji, oj, nie będzie... stare pierdziele nie potrafią zrozumieć, że świat korporacji, którym próbują napychać kieszenie, jest znienawidzony przez ludzi myślących. i proszę nie pierdolić mi o artystach i twórcach, których się okrada, bo artysta od korporacji dostaje nędzne grosze za swoje wytwory, a pasą się na nim menadżerowie, prezesi i rada nadzorcza jakiegoś Curvistanu Ltd. - to oni wszak podnoszą wrzask o zubażającym ich piractwie z pokładu swojego jachtu zacumowanego gdzieś na karaibach. dajmy na to, ja. ściągłam sobie "zwierzę bez nogi" i zapoznawszy się z zawartością pójdę na koncert, czyli dam zarobić młodzieży waglewskiej, kupując bilet. jakbym nie poznała, to bym nie kupiła i artysta by na mnie nie zarobił. albo ulubieni autorzy - jak idziesz na urodziny, to kupujesz zwykle jubilatowi książkę, płytę lub film. a jeśli jubilat, dajmy na to ja, nigdy nie ogląda telewizji ani nie słucha radia, to skąd ma wiedzieć, co lubi?
poza tym każdy pomysł o podpisywaniu zgody na potencjalny knebel jest dyskwalifikujący dowolnego polityka. kurwa, tusk, aleś sobie dobrze zrobił. mam nadzieję, że za jakiś tydzień powstaną sondaże, które pokażą, jak bardzo dobrze, bo ci kretyni pewnie cali aż pałają poczuciem spełnionego obowiązku.
i proszę nie pierdolić też o unii, że mus, że jak wszyscy podpisali, to babcia też. gówno! merde! szit fak dupa cycki! patrzcie na grecję - a co ten kraj europejski musi? może przedstawiać rzetelne raporty o sytuacji finansowej? i co, wyrzucają ich z unii? jak nam się coś nie podoba, to nie powinniśmy nic podpisywać, szczególnie, że nie jest to żaden traktat o wolnościach obywatelskich albo postanowienie dbałości o środowisko, tylko hołd lenny Wielkiemu Księstwu Nike i Coca-Coli oraz Królestwu Louis Vuitton i państwom ościennym. no kurwa, lizaniu dupy korporacjom mówimy NIE. a że cała pozostała europa, twierdzi, że to czekolada, a nie gówno, to nas nic nie powinno obchodzić, byle pamiętać, żeby przy spotkaniu nie całować na powitanie tych chętnych do różnych niesmacznych figlów ust.
knowaniu za plecami obywateli mówię nie. panie tusk, podziękuj pan swoim doradcom. właśnie przegrałeś następne wybory.
kotoju
21:41:33 | skomentuj - (4) | up | down
dotąd nie przepadałam za fiszem i emade oraz ich projektami, ale usłyszałam płytę "zwierzę bez nogi" i polecam ją tym, którzy pamiętają jeszcze paktofonikę, kaliber i beastie boys. och, co za ładne teksty i ładny bicik. wszystkie dźwięki upieszczone. a rymy częstochoskie niczym z mojej głowy.
kotoju
01:00:52 | skomentuj - (1) | up | down
taki ze mnie konspirator jak z koziej dupy trąba. po dwóch latach ukrywania przed szefem swojej nabocznej działalności w spółce z konkubentem przez pośpiech i nieuwagę wysłałam maila firmowego z konta działalności ubocznej w kwestii przeneisienia linii telefonicznej firmy mojej głównej do nowej lokalizy biurowej. a pani z telekomunikacji odpowiedziała mi na maila ogólnego, czytanego także przez szefa. i voila! sprawa się rypła, szef zaczął wypytywać mnie o szczegóły z zainteresowaniem - chociaż już obczaił stronę internetową i z pewnością też już obejrzał sobie wszystkie moje krsy, nipy i regony oraz rok rejestracji.
ale myślę sobie, że to chyba dobrze, że wie. może wreszcie zrozumie, że jedyne, co mnie obecnie trzyma w tej firmie to sentyment i wyciąganie kasy z drugiej działalności ubocznej. a i to coraz mniej.
kotoju
16:21:11 | skomentuj - (3) | up | down
ostatnio gramy łyżwy. łyżwy dostane przez mnie na gwiazdkę. na fali sentymentu "kiedyś byłam dzieckiem, zwinnym i hycającym". zatem uczę się na nowo być dzieckiem. na razie oswajam łyżwy, obcinając dzieciaki lat szesnaście, które wyczyniają cuda na lodzie i starszych panów pomykających szszuuu szszuu mimo. mam zajarankę jak na rolki parę lat temu.
kotoju
01:44:44 | skomentuj - (0) | up | down
ludzie obdarzeni są przedziwnym darem telepatii. zawsze dzwonią, kiedy albo jesteś w kiblu, albo jesz kanapkę i masz pełne usta, więc musisz gorączkowo żuć, żeby odebrać telefon, ponieważ bez wyjątku wtedy właśnie dzwoni osoba, do której próbowałeś dodzwonić się całe przedpołudnie i miała wyłączony telefon, a tobie zależy, żeby się z nią skomunikować. może operatorzy powinni udostępnić wśród muzyczek na poczekanie dzwoniącemu "lalala sram, zadzwoń za chwilęęę"?
kotoju
23:38:37 | skomentuj - (2) | up | down
fantazjuję o złożeniu wypowiedzenia, ale mam taką kotwicę wynikającą z dodatkowych źródeł, że najwcześniej to dopiero za dwa lata.
nie wiem, jak i dlaczego tak się dzieje, ale w każdej pracy po pewnym czasie orientuję się, że robię cztery razy więcej niż kiedy się zatrudniałam, za mniej więcej półtora raza większą kasę. czuję dysproporcję wkładu do wyjęcia i zaczynam marzyć o zupełnie nowym miejscu, w którym złapię oddech, nie wychodząc w koncu z roboty do domu o dziewiętnastej. nie bez znaczenia jest dusząca atmosferka w pełni rozwiniętej niczym grzyb na ścianach, wilgotnej i grząskiej korporacji. nie bez znaczenia jest fakt, że w pośpiechu i nawale zaczynam mylić się i zapominać, a jako perfekcjonistka nie cierpię świadomości popełnianych przez siebie błędów. błędy - to inni, proszę pana, przecież nie JA. aż tu nagle...
jak znam życie, w samym środku desperacji i przysiężenia sobie, że wytrwam, to w końcu siedemset nocy, a nie tysiąc i jedna z wiszącym nad głową kindżałem, pojawi się smakowa propozycja. jezdem prorokiem, o tak.
kotoju
21:34:12 | skomentuj - (2) | up | down
sylwejster był abstrakcyjny.
byla również chodząca torba i telewizor z prezentu. nie pytajcie, ja nie paliłam, ale za to się oświadczyłam.
przedziwny rok minął mnie, spluwając przez ramię. ten rok sprawił, że pozbyłam się trzydziestu centymetrów siebie i zyskałam dziesięć kilo. żadna z tych cech nie jest pozytywem, ale przynajmniej nauczyłam się, iż człowiek powinien być rasistą. nie w powszechnym tego słowa znaczeniu, lecz pod sztandarem tępienia głupoty i hołoty. wyjąwszy, ofkorz, pewne nacje (nie mogę sobie tego odmówić).
po zdobyciu wypowiedzenia umowy najmu obecnego biura nowe, zajebistsze wpadło nam w ramiona, wołając: "mamo, tu jestem" w ciągu dwóch tygodni. trochę się boję, czy to nie aby za ładnie się układa. mam szansę dojeżdżać doń rowerem.
przez przypadek odgrzebałam taki jeden mój stary wierszyk. pamiętam mój nastrój z wtedy.
i dont like the falling stars
their beautiful dying reminds me
of all wishes that didn't come true
so much preferable
is full moon
me and you you and me
watching ships from the dunes
to się spełniło w tym sierpniu, były statki i wydmy. był piasek i ognisko. pierwotne czary zasypywania złego uroku w świetle księżyca (a może to był i nów, kto wie, ja nie pamiętam) okazały się skuteczne.
obecnie żyję na obłoku numer dziewięć. tam proszę adresować. choć nakurwiają mnie ludzie i marzę o śmierci połowy ziemi w chmurze radioaktywnej, to jestem osobą prawie jak z united states of tara, więc nienawiść do jednych nie przeszkadza mi w miłości do drugich. dziś miałam koszmar, że wróciłam do pracy w korporacji. nikt nic nie wiedział, każdy mnie odsyłał do drugiej osoby, a na dzień dobry zaproponowano mi umowę, ojebującą mnie na trzy tysie. czy to nie freudowskie? pragnę zmienić pracę, ale moja podświadomość mówi mi: tam będzie gorzej.
wizualizuję sobie przyszłe zdarzenia i już się nie mogę doczekać.
kotoju